Sylwester Wojnowski - Refleksje o Rzeczywistości

Gra niewarta świeczki i wnioski warte zapisania - Niecodziennik - Sylwester Wojnowski - Refleksje o Rzeczywistości

Niecodziennik / Wpis

O problemach


Gra niewarta świeczki i wnioski warte zapisania


Dodano: 2024-06-10 01:07:07

Refleksja na temat cyfrowych systemów, na które zwyczajnie nie warto tracić czasu i uwagi.

Zaczęło się niewinnie, bo od tego, że błądząc w internecie wylądowałem na jednej z wielu stron z modyfikacjami dla komputerowej, fabularnej gry o nazwie The Elder Scrolls V: Skyrim. Jest to produkt wydany w 2011 roku, a więc niemal tak stary jak przysłowiowy świat. Jak się jednak okazuje, wciąż w użyciu przez setki tysięcy osób na całym, hmm ... świecie. Gwoli ścisłości, ja nie jestem jedną z nich. Nigdy w tę grę nie grałem i szczerze powiedziawszy nie mam najmniejszej ochoty tracić na nią czasu ani dziś ani w przyszłości.

Moja wizyta na stronie z modyfikacjami dla Skyrim była jednorazowa i skończyła się po 30 sekundach. Zamknąłem zakładkę przeglądarki i zająłem się innymi rzeczami.

Kilka dni później, przechodząc przez centrum Wakefield, miejscowoaści w północnej Anglii gdzie obecnie mieszkam, natrafiłem na kilka sklepów z używanymi rzeczami, dochód ze sprzedaży w których jest przeznaczony na cele charytatwyne. Wszedłem do jednego z nich celem rozejrzenia sie po półkach z książkami. Zakupiłem trzy za cenę trzech funtów. Obok regału z książkami był inny, z filmami w formacie DVD i grami komputerowymi. Zerknąłem na te drugie. W oczy rzuciło mi się coś znajomego, mianowicie Football Manager 2010. Była to jedna z kolejnych wersji gry, w którą miałem okazję z zapałem pogrywać przez kilka miesięcy gdzieś około wakacji 2001 roku. Gra kosztowała funta, dorzuciłem ją do książek, zapłaciłem i wróciłem do domu.

Tego samego wieczora, choć z pewnymi problemami, zainstalowałem ów grę na laptopie z 2016 roku, który, z racji że ma Windowsa jako system operacyjny, od dłuższego czasu leży na półce i się kurzy. "Wreszcie na coś się przyda!", pomyślałem.

Rozpocząłem nową grę, ambitnie wybrałem drużynę Telford z angielskiej północnej ligi regionalnej i zacząłem sezon jak kierownik odpowiedzialny za wszystko od transferów po taktykę. Przetrwałem na tym stanowisku pół sezonu. Kiepskie wyniki osiągnięte na murawie i ostatnia pozycja w tabeli ligi sprawiły, że nie chciano mnie w klubie na półmetku sezonu. Cóż, pomyślałem, bywa. Następnego wieczoru postanowiłem spróbować jeszcze raz, tym razem angażując odrobinę więcej uwagi, skupienia i piłkarskiej wiedzy. Sończyło się podobnie jak poprzednio. Kolejnego wieczoru dałem sobie jeszcze jedną szansę, tym razem od początku przykłądając się jeszcze bardziej niż poprzednio. Nic to jednak nie zmieniło. W styczniu znów byłem bez pracy.

Gdybym był 20 lat młodszy pewnie spróbowałbym jeszcze pięć czy dziesięć razy, tyle ile byłoby trzeba aby utrzymać się w pracy, a może nawet wygrać awans do wyższej ligi. Na szczęście przez lata nauczyłem się odpuszczać sobie pojedynki, w których nie ma nic konkretnego do wygrania. Football Manager 2010 jest jedną z wielu gier, które właśnie takie wyzwania i nagrody za rzeczywisty wysiłek oferują.

Jest to jedna z tych gier, w których gracz płaci ( przy zakupie ) aby stać się częścią systemu, na temat działania którego, zwłaszcza początkowo, niewiele wie. Jego celem jest znalezienie ustawień, lub bardziej szczegółowo, taktyki, która w tym systemie zapewni zwycięstwa. Inwestując czas i skupienie znalezienie takich taktyk z pewnością jest możliwe. Ostatecznie, gra komputerowa której nie można wygrać to gwarancja finansowej katastrofy dla wydawcy. Choć pewnie i na taki produkt znaleźli by się chętni bo pośród ludzi maniaków i beznadziejnych optymistów, czasem w jednej osobie, nie brakuje.

Mnie jednak wirtualna wygrana i oferowane nagrody za zwycięstwo nie interesowały. Gra zamiast, jak się spodziewałem, dostarczyć rozwywki i przyjemnie spędzonego czasu wzbudziła we mnie poczucie zmarnowanych godzin, a kolejne przegrane mecze, którym pomimo włożonych starań nie byłem w stanie zapobiec, zasiały wątpliwości co do tego, czy aby na pewno wciąż nadaję się aby w tego typu gry grać ;).

Po trzech przegranych podejściach, zrobiłem sobie kilka dni odpoczynku. Wróciłem do gry w sobotni wieczór. Po raz kolejny wybrałem tę samą drużynę, przyłożyłem się do przedmeczowych taktych i transferów. Nie zamierzałem jednak dać się systemowi ograć w sposób taki jak poprzednio. Kiedy zauważyłem bramki strzelane z karnych w ostatnich minutach, gole z 45 metrów i inne nietypowe sytuacje, ładowałem zapisaną grę aby rozegrać mecz jeszcze raz i co najmniej nie przegrać. Tym sposobem dotrwałem do końca sezonu i zająłem 6-e miejsce w lidze. Sukces! Jeden z tych, który nie miał kompletnie żadnego sensu ani znaczenia.

Odinstalowałem grę i odłożyłem ją na półkę. Kiedy skończę czytać książki, które wraz z tą grą zakupiłem, wróci ona wraz z nimi do sklepu gdzie ją znalazłem.

Kilkudniowa sesja z Fooball Managerem 2010, jak The Elder Scrolls V: Skyrim, grą dinozaurem, tylko potwierdziła to co myślę i jak postrzegam gry komputerowe od wielu lat.

Po pierwsze są one kompletną stratą czasu. Po drugie, przegrane w pojedynku z komputerem potrafią podkopać własną samoocenę. Ma to szczególne zanaczenie w przypadku osób młodych, bardziej warażliwych na porażki. Po trzecie, podczas gdy system wbudowany w grę może z łatwością dostosować się do zmian jakich dokonuje gracz. Dla gracza śledzenie i reagowanie na zmiany w taktyce dokonywane przez system wymaga wysokiego poziomu skupienia i uwagi. Nagroda w postaci wygranej absolutnie nie rekompensuje włożonego wysiłku. Po czwarte, gry komputerowe bywają dość kosztowne. Trudno jest mi sobie wyobrazić, że miałbym którąkolwiek z nich zakupić za sugerowaną przez wydawcę cenę, a następnie dodatkowo trwnonić uwagę i czas na to jak wygrać nic nie znaczące wirutalne trofea przeciwko systemowi, który ma wbudowane algorytmy kolekcjonowane i optymalizowane przez ludzkość od setek lat.

Jeden ogólny wniosek, który zazwyczaj nasuwa mi się w kontekście gier kmputerowych jest taki, że są to cyfrowe systemy, w których wygrana jest możliwa. Wiele innych takich systemów, zwłaszcza tych, gdzie inwestujemy własne fundusze podczas gry, a nie przed nią, mają tę możliwość znacznie zawężoną lub nawet wykluczoną. Nie ma się co łudzić, że grając na przykład w pokera czy ruletkę w internecie, cokolwiek, zwłaszcza na dłuższą metę, wygramy. Te systemy, o których działaniu praktycznie nic nie wiemy, zostały zbudowane w jednym celu, mianowicie po to aby zapewnić zysk ich operatorowi kosztem graczy. Jest to zwyczajny rozbój w biały dzień na odległość.
 
Z jednej strony jest czymś zadziwiającym, że tak wiele osób wciąż angażuje ich uwagę i wysiłek w gry wydane kilkanaście lat temu, z drugiej, pokazuje to na jak długi okres czasu ludzie potrafią sie zagubić w wirtualnych światach. Jest to problem, który niewątpliwie będzie się tylko pogłebiał, bo poprzez zastososowanie technik pod wspólną nazwą "sztucznej inteligencji" do budowy map, niektóre z ostanimi laty wydanych pozycji stały się niemal bezkresne. W tym kontekście, trudno jest mi się oprzeć wrażeniu, że złota dekada dla graczy miała miejsce pomiędzy 2010 i 2020 rokiem, czyli okresu gdzie grafika była już na wystarczająco wysokim poziomie, a wirtualna rzeczywistość wciąż miała granice.  

Gra, niezależnie jaka, to w moim postrzeganiu platforma, platforma gdzie toczy się walka. Walka przeciwko drugiej osobie ma sense, przeciwko systemom kmputerowym z roku na roku staje się ona coraz bardziej nierówna, stąd bardziej bolesna i pozbawiona sensu. Przewaga maszyny nad graczem wciąż rośnie. Nieskończone życia, to wbudowany mechanizm, który daje graczowi możliwość kontrolowanego przez system oszustwa, wyrównania szans w grze. W rzeczywistości jednak, nawet z tym dodatkiem gracz wciąż przegrywa, przegrywa bo stracił czas w jego życiu, czyli zasób, który jest nieodnawialny.

Czasem jedyna szansa na to aby nie przegrać, zwłaszcza kiedy gra nie jest warta świeczki, to po prost nie grać.


Etykiety: gra komputerowa system wygrana przegrana gra gracz wartość czas uwaga skupienie strata

Społeczność


Udostępnij

Zareaguj

0 0

Autor


Sylwester Wojnowski jest twórcą Refleksji o Rzeczywistości i głównym autorem większości zgromadzonej tu treści, aktualnie mieszkający w Wakefield w Wielkiej Brytanii.


Wpisy

Podobna tematyka


Przeglądaj kategorię O problemach


Polecane


Monbiot i parasolka, czyli powtórka z historii

Refleksja o tym, że okresowy trening w życiu, zwłaszcza, kiedy odrobinę bolesny to dobra rzecz.

Optymalna kolejność wykonania zadań z listy

Refleksja na temat określenia optymalnej kolejności wykonania zadań z listy.

Profil Zaufany i brak możliwości zmiany numeru telefonu w panelu użytkownika

O tym, co może się zdarzyć, kiedy przy zakładaniu Profilu Zaufanego podamy numer telefonu, do którego nie mamy już dostępu.

Mniej znaczy więcej, czyli refleksja o odcięciu się od nadmiaru informacji

O tym, że nadmiar informacji, zwłaszcza negatywnie naładowanych wydarzeń potrafi zahamować postęp w realizacji celów i wzmóc poczucie bezradności wobec wydarzeń w naszym życiu.

Standardowo wybrakowane wrażenia, czyli refleksja o grach komputerowych

Gry komputerowe to nic innego jak wybrakowany substytut wrażeń do nabycia w rzeczywistym świecie.

Dyskusja


Bądź pierwszy!

Nikt jeszcze nie zabrał głosu na powyższy temat. Bądź pierwszy!

Rozpocznij dyskusję anonimowo lub jako zalogowany użytkownik i otrzymaj powiadomienia o odpowiedziach na Twoje komentarze.

Dodaj komentarz

Zgoda na Politykę plików cookies.
Szczegóły