Sylwester Wojnowski - Refleksje o Rzeczywistości

Jak z salonu, czyli refleksja o nadmiarze zbędnych technologicznych usprawnień - Niecodziennik - Sylwester Wojnowski - Refleksje o Rzeczywistości

Niecodziennik / Wpis

O produktach


Jak z salonu, czyli refleksja o nadmiarze zbędnych technologicznych usprawnień


Dodano: 2024-05-17 14:13:32

Wiele dzisiejszych produktów charakteryzuje się nadmiarem usprawnień i funkcji, czasem do tego stopnia, że najlepiejbyłoby je pozostawić w miejscu sprzedaży na dobre.

Samochód na zdjęciu to BMW M4. Fajna fura, która do setki rozpędzia się w 4.5 sekundy, potrafi jechać z prędkością maksymalną bliską 450 kilometrom na godzinę, a jej najtańsza wersja posiada silnik o mocy 374 koni mechanicznych. Wszystko to czyni to auto prawdziwą bestią na drodze, która w Wielkiej Brytanii jest dostępna już za niecałe 70 tysięcy funtów. Model xDrive na zdjęciu kosztuje 20 tysięcy więcej.

Podczas gdy przemysł samochodowy, w tym niemieckie fabryki, od dziesięcioleci produkują i eksportują do Wielkiej Brytanii i nie tylko wysokiej jakości, znakomite technicznie samochody, w miejscach odbioru i użytkwowania ich akceptacja wydaje się być coraz bardziej problematyczna.

Po pierwsze, samochody jak ów M4 wyżej, zajmują ponadprzeciętną ilość miejsca na drogach i parkingach. Niemcy z BMW wzorują się tu trochę na Amarykanach, których pasja ku dużym samochodom jest dobrze znana na całym świecie.

Po drugie, podczas gdy możliwości w zakresie mocy i prędokości współczesnych aut rosną, inni użytkownicy dróg niż kierowcy, jak rowerzyści czy piesi na skrzyżowaniach w Wielkiej Brytanii i pewnie nie tylko, chcą widzieć mniej szybko poruszających się po ich sąsiedztwie pojazdów. Widocznym tego objawem są nowe strefy ograniczenia prędkości, w których pozwala się na pordróżówanie samochodem do 20 mil (32 km) na godzine. M4-ka z pewnością nie została stworzona do takich "wyzwań".

Za 70 tysięcy funtów, poza znakomitym wyglądem i silnikiem, nabywca BMW M4 otrzymuje kupę bajerów, plastiku i oprogramowania. Tak sobie myślę, że właśnie w salonach tego typu auta wyglądają i mają się najlepiej. Każdego dnia znajdzie się ktoś aby je odkurzyć, podładować, może nawet przestawić w inne miejsca bez obicia czy zadrapania. Po wyjeździe na drogę, coż, dobre czasy się kończą. Opony się scierają, fragmenty nawierzchni uszkadzają blachę nadwozia, pojawia się rdza na hamulcach i zadrapania na felgach. Fura kupiona za małą fortunę staje się zwykłym koniem pociągowym, który służy zabraniu kierowcy z jednego do drugiego miejsca. Osobiście, z pewnością nie chciałbym zobaczyć tego auta z porysowanymi lub wgnieciomymi drzwiami, czyli czymś co bardzo często widuję w Wielkiej Brytanii, a co rzuca się w oczy nawet bardziej kiedy przytrafi się autu ze znacznie wyższej niż przeciętna półki.

Tak naprawdę coraz trudniej dziś o zwykły samochód. Większość z tych nowszych, jest przeceniona i jak współczesne telefony komórkowe, z tysiącem funkcji i mnóstwem możliwości, z których obrzymia większość właścicieli nie skorzysta, wielu nie będzie nawet mieć pojęcia, że istniały kiedy przyjdzie czas na wymianę na nowszy model.

Jednym z powodów do napisania tego tekstu stało się nie auto BMW, które któregoś dnia zauważyłem przchodząc obok lokalnego salonu, ale ogólny trend w technologii, który można skwitować jednym zdaniem: "Mogę, więc dodaję bo klient i tak zapłaci.", a który odnosi się do przeładowania prduktów funkcjonalnością i usprawnieniami, które, można z powodzeniem argumentować, nie powinny się tam znaleźć, a którą nabywca wcześniej czy później i tak będzie musiał nabyć. W przypadku samochodów, zwłaszcza tych drogich, jest to szczególnie denerwujące także dlatego, że pojawienie się ich na drogach powoduje zwyżkę cen ubezpieczenia auta dla wszystkich innych właścicieli. Ostatecznie naprawa, nawet jeżeli dotyczy ona tylko porysowanego zderzaka, w aucie za 70 tysięcy funtów, rzadko kiedy bywa groszową sprawą. My, wszyscy kierowcy, będziemy musieli się na te naprawy, a czasem nawet przedwczesne złomowania, zrzucić.

Błyskawiczny rozwój technologii nasuwa na myśl pytanie kiedy powinniśmy powiedzieć sobie dość, lub ujmując to inaczej, jak kupić to czego potrzebujemy, a jednocześnie nie dać się namówić na wszystko co po prostu chcą nam sprzedać bo jest w ofercie i "na pewno przyda się w przyszłości". Z pewnością nie jest to sprawą łatwą, zwłaszcza kiedy cena za kilka dodatkowych udogodnień nie odbiega znacząco od tej, którą jesteśmy gotowi zapłacić za to czego rzeczywiście potrzebujemy. Tego typu sytuacje to dobra okazja aby poćwiczyć siłę woli i być może z przekonaniem powiedzieć: "Moja lista zakupowa nie zawiera tej funkcjonalności!".
      


Etykiety: produkt samochód auto nadmiar technologia cena wybór minimalizm ubezpieczenie kierowca przekonanie

Społeczność


Udostępnij

Zareaguj

0 0

Autor


Sylwester Wojnowski jest twórcą Refleksji o Rzeczywistości i głównym autorem większości zgromadzonej tu treści, aktualnie mieszkający w Wakefield w Wielkiej Brytanii.


Wpisy

Podobna tematyka


Przeglądaj kategorię O produktach


Polecane


Od wzlotu do upadku, czyli refleksja o rządowo gwarantowanym socializmie dla jednego procenta

O tym, że w obliczu wyboru pomiędzy walką z inflacją a upadkiem banków, banki centralne pozostawią inflację na podwyższonym poziomie.

Człowiek z przełomu technologicznych epok, czyli refleksja o sile ludzkiej otwartości

Refleksja na temat tego jak staromodna ludzka otwartość potrafi pokonać bariery stawiane przez cyfrowe technologie.

Zostaliście ostrzeżeni, czyli doroczne późnowakacyjne rozbrajanie bomby

Ceny żywności rosną każdego roku, konsument zostaje na to przygotowany w okresie żniw.

W niestabilnym środowisku politycznym i ekonomicznym system dostaw na ostatnią chwile cierpi w Wielkiej Brytanii

O tym, że model dostaw komponentów do produkcji, na którym przez dziesięciolecia opierało się wiele brytyjskich firm, na tle ostatnich wydarzeń geopolitycznych i geoekonomicznych, jest bardziej zagrożeniem niż przewagą nad konkurencją.

Początek osobistego końca Google, czyli refleksja o ewolucji dobrych intencji w kierunku nadużyć

Usługi Google wydają się w coraz większym stopniu działać dla samej korporacji, a w coraz mniejszym dla jej przeciętnego użytkownika. W moim przypadku oznacza to sygnał, że nadszedł czas na zmiany i odstawienie tak dużej liczby systemów tej korporacji na półkę jak to tylko możliwe.

Dyskusja


Bądź pierwszy!

Nikt jeszcze nie zabrał głosu na powyższy temat. Bądź pierwszy!

Rozpocznij dyskusję anonimowo lub jako zalogowany użytkownik i otrzymaj powiadomienia o odpowiedziach na Twoje komentarze.

Dodaj komentarz

Zgoda na Politykę plików cookies.
Szczegóły