Sylwester Wojnowski - Refleksje o Rzeczywistości

Lewaków przesunięcie w prawo, czyli na Wyspach wszystko zostaje po staremu - Niecodziennik - Sylwester Wojnowski - Refleksje o Rzeczywistości

Niecodziennik / Wpis

Tematyka: O Wielkiej Brytanii


Lewaków przesunięcie w prawo, czyli na Wyspach wszystko zostaje po staremu

Sylwester Wojnowski


Dodano: 2024-07-06 01:49:46

W centrolewicowych kręgach dojście Partii Pracy do władzy w Wielkiej Brytanii jest fetowane jako wielki sukces Starmera i spółki i dobry omen dla kraju. W moim przekonaniu optymizm może być przedwczesny.

Rishi Sunak, aktualnie już były premier brytyjskiego rządu, z pewnością wybrał tę a nie inną datę wyborów parlamentarnych nieprzypadkowo. Sytuacja dla Torysów od dłuższego czasu wyglądała beznadziejnie. Na szczęście na początku lipca tego roku odbywa się kilka znaczących sportowych imprez. Po pierwsze tenisowy Wimbledon, po drugie mistrzostwa Europy w piłce nożnej w Niemczech. Przy dobrych wynikach dla brytyjskich sportowców gawiedź karmiona medialną papką nie skupi się na długo na rozstrzygnięciu wyborów i na tych, którzy przegrali walkę o władzę. Sunak niewątpliwie będzie zaciskał kciuki.

Wynik czwartkowego plebiscytu dla Partii Konserwatywnej rzeczywiście okazał się katastrofą. W porównaniu do poprzednich wyborów straciła ona ponad 2/3 (250!) parlamentarzystów i ostatecznie, po 14 latach rządów, także prawo do dalszego kierowania krajem.

Sam Sunak, w piątek, wciąż jeszcze przed ogłoszeniem oficjalnych wyników głosowania, złożył rezygnację z funkcji premiera kraju i lidera Torysów. Medialna burza po jego deklaracji ma szansę trwać krótko, bo już w sobotę angielska drużyna piłkarska gra o półfinał w rzeczonych mistrozstawach Europy. Jakikolwiek będzie wynik, wyborcy szybko zapomną o przegranym polityku, z którym, jak pokazują liczne badania opinii publicznej, w olbrzymiej większości i tak nigdy się nie utożsamiali.

Po czternastu latach rządów Torysów na Wyspach Brytyjskich nadszedł wrescie czas Partii Parcy (Labour Party), w teorii lewicowej partii. która, pomimo że w tym roku głosowało na nią w przybliżeniu tyle samo uprawnionych do głosowania co w poprzednich wyborach, będzie mieć ponad dwa razy więcej członków  w parlamencie. Takie cuda są możliwe tylko nad Tamizą. Przez lata ten, chciałoby się powiedzieć zmanipulowany, system nieproporcjonalnej reprezentacji doskonale służył Torysom. Tym razem poznali oni jego drugą stronę.

Wynik wyborów na pierwszy rzut oka, ale także przyglądając się reakcjom brytyjskich lewicowych mediów, wydaje się być czymś niebywałym. W moim jednak przekonaniu, niczym takim nie jest. Powodów ku temu jest kilka. Przede wszystkim Labour Party to dziś żadna lewica. Keir Starmer, nowy brytyjski premier zanim ruszył do wyborów, w znacznej mierze zapewnił, że lewa strona w jego organizacji jest, jeżeli nie całkiem, to znacznie zmarginalizowana. W ciągu ostatniego roku w partii nastąpiło przesunięcie w prawo do tego stopnia, że Partia Pracy to dziś tak naprawdę nowa Partia Konserwatywna. Przesunięcie to mogło się udać i chyba głównie dlatego się udało, tylko dlatego, że  Torysi postanowili opuścić umiarkowaną prawicę i przesunąć się z ich poglądami nawet bardziej w prawo. Tam na ich drodze stanęła jednak The Reform Party Nigela Farage'a. Partia Pracy zajęła miejsce Torysów w centrum i na lewo od niego, podczas gdy Farage zdobył wiele głósów osób z poglądami skrajnie prawicowymi. W rezultacie Konserwatyści stracili poparcie zarówno centro jak i skrajnej prawicy stając się największym przegranym w walce o włądzę.

Frekwencja w tegorocznych wyborach wyniosła ledwie nieco ponad 50%, co w skrócie oznacza, że blisko połowa społęczeństwa może uważać, że głosowanie po prostu nie ma sensu bo niezależnie od rezultatu wyborów zmiany w ich życiu będą kosmetyczne lub po prostu żadne. Trudno się z nimi nie zgodzić. Pomimo, że media publiczne, zwłaszcza te zorientowane lewicowo, prześcigają się w zapewnieniach że nastąpiło polityczne trzesienie ziemi, nic takiego się nie stało. Labour Party to dziś bardziej partia politycznego centrum patrząca w prawo niż jakakolwiek lewica. Jej lider zawodowo wywodzi się z klasy kierowniczej a nie robotniczej. Wielu niedoszłych wyborców ma obu tych faktów doskonałą świadomość.

Na przesunięciu Labour Party w prawą stronę centrum politycznego zyskali Zieloni (The Green Party). To oni są dziś alternatywą dla sfrustrowanych porządkami Starmera i politycznie opuszczonych lewaków.

Osobiście zrobiłem co tylko mogłem aby kilka tygodni kampanii wyborczej w Wielkiej Brytanii nie zakłóciły mi nawet najbardziej błahych planów. Udało się doskonale. Wynik wyborów nie był tak dla mnie jak dla milionów innych osób żadnym zaskoczeniem. Jedyne co mnie zdziwiło to ilość propagandy po ogłoszeniu rezulatów, traktującej o tym, że stało się coś niesłychanie ważnego. Otóż nic podobnego! Jeszcze jednym tego potwierdzeniem jest rosnący entuzjazm biznesu, sytaucja brytyjskiej waluty i ceny brytyjskich obligacji skarbowych. W skrócie, w obu ostatnich przypadkach po ogłoszeniu wyników wyborów nie odnotowano niemal żadnych zmian. Rynki kapitałowe są znacznie trudniejsze do zmanipulowania z pomocą medialnej propagandy niż wielu wyborców. Korporacje i bankierzy mają "swojgo człowieka" w rządzie w osobie nowej minister finansów, w przeszłości pracownika Banku Anglii.

Wielka Brytania była, a w rezultacie ostatnich wyborów parlamentarnych wciąż będzie rządzona przez centroprawicę. Nowa partia konserwatywna zastąpiła starą. Ta sama polityka, codzienność, a przede wszystkim problemy w kraju, pozostaną. Kiedy już sportowa gorączka się skończy i kolejne grupy wyborców zaczną to dostrzegać, popularność premiera Starmera jak i jego rządu zacznie spadać. Ostatecznie, jest niemal regułą, że rządy nie zyskują popularności w czasach kiedy rządzą. Kierunek podróży Labour Party po skręcie w prawo jest tylko jeden, w dół, a tam czeka już Farage ...
   



Zareaguj

0 0

Udostępnij

Zabierz głos


Weź udział w dyskusji i zostań członkiem naszej społeczności.

  Dodaj komentarz

Przejdź do dysksji w tym temacie.

Polecane


Początek osobistego końca Google, czyli refleksja o ewolucji dobrych intencji w kierunku nadużyć

Usługi Google wydają się w coraz większym stopniu działać dla samej korporacji, a w coraz mniejszym dla jej przeciętnego użytkownika. W moim przypadku oznacza to sygnał, że nadszedł czas na zmiany i odstawienie tak dużej liczby systemów tej korporacji na półkę jak to tylko możliwe.

Lekarstwo dla przytłoczonego codziennością umysłu, czyli refleksja o żartach

Żarty to lepsza, zdrowsza alternatywa dla codziennych wiadomości ze świata, której każdy z nas powinien spróbować zanim uda się na portal informacyjny.

Pracownicza inercja w kontekście kryzysowego zaciskania pasa w brytyjskich firmach

O tym, że gdy warunki pracy stają się nie do przyjęcia, zamiast zgadzać się na kolejne ustępstwa, pracownik powinien zacząć szukać lepszej pracy.

Małe państwo, czyli refleksja o obsesyjnym dążeniu do niższych podatków i jego skutkach dla społeczeństwa

Jak pokazuje przykład Wielkiej Brytanii, niskie podatki dla elit oznaczają ciągłe cięcia w wydatkach na infrastrukturę i inwestycję dla reszty kraju.

Z wąsem na przedzie, czyli społeczniak Grzegorz chce być moim radnym

Wybory do lokalnych władz mają ten sam problem jak te parlamentarne. Nie program ale twarz ma zagwarantować stanowisko.

Zgoda na Politykę plików cookies.
Szczegóły