Sylwester Wojnowski - Refleksje o Rzeczywistości

Nie dla monopolu, czyli refleksja o wspieraniu konkurencyjności i drobnych przedsiębiorców - Niecodziennik - Sylwester Wojnowski - Refleksje o Rzeczywistości

Niecodziennik / Wpis

O ekonomii


Nie dla monopolu, czyli refleksja o wspieraniu konkurencyjności i drobnych przedsiębiorców

Sylwester Wojnowski


Dodano: 2023-11-29 02:53:24

Każdy, nawet najmniejszy zakup ma szansę przyczynić się do przywrócenia równowagi na rynku i utrudnienia jego monopolizacji.

Im bliżej przyglądam się temu jak działa dzisiejszy kapitalizm, tym mniej lubię to co widzę. Zwłaszcza jeżeli chodzi o rynki, które znajdują się w stanie bliskim ich monopolizacji. Wielka Brytnia, gdzie od lat żyję, znana jest z liberalnego podejścia do przedsiębiorczości, jednym z tego przejawów jest częsty "brak zębów" organów nadzorczych. Innym, szerokie przyzwolenie na daleko idące kosolidacje sektorów gospodarki. Weźmy na przykład niedawną fuzję operatorów komórkowych Vodafone i EE. W jej wyniku powstanie największy operator telefonii komórkowej na Wyspach Brytyjskich, a liczba liczących się sieci komórkowych o dużej liczbie użytkowników spadnie do trzech. Powszechnie uważa się, że aby zachować równowagę i zdrową konkurencję na danym rynku, liczba znaczących, współzawodniczących na nim podmiotów powinna wynosić nie mniej niż sześć. Dominacja sektora jak telefonia komórkowa przez tylko kilka korporacji to nic innego jak kolejny krok ku jego monopolizacji. Monopol oznacza wyższe ceny za usługi, stagnację w rozwoju, brak wyboru, mniejszą innowacyjność, itp.m itd., innymi słowy, wiele niekorzystnych zmiany z punktu widzenia konsumenta.

Z drugiej strony, każda firma dąży właśnie do takiej kontroli nad rynkiem, do tego aby wyeliminować z niego całą konkurencję, zacząć odcinać kupony od wczęśniejszej działalności i sprzedawać je za tak wysoką cenę jak tylko możliwe. Kiedy od czasu do czasu myślę o tym, jak gra o podbój rynku się kończy, mam ochotę coś z tym zrobić. Oczywiście, będąc pojedyńczym konsumentem moje działania mają ograniczony zasięg i wpływ. Niemniej, myśl o tym aby spasować bez walki jest trudna do zaakceptowania.

Jednym z głównych motorów do podjęcia akcji jest moja wrodzona awersja do wysoce skonsolidowanych rynków i dominujących je graczy. Kiedy zauważę, że jakaś firma staje się liderem poprzez konsolidację lub w inny sposób zdobędzie przewagę na konkurencją, przy najbliższej okazji przestaję ją wspierać moim kontraktem na usługę i przenoszę się do innej. Przez lata korzystania z sieci komórkowej Three, włączając cenę, nie miałem tak naprawdę na co narzekać. Jednakże, fuzja Vodafone ( właścicielem tej sieci jest także właścicielem Three ) z EE stała się dla mnie powodem aby przenieść się do mniejszego operatora. Nie mam żadnych wątpliwości, że moja pomoc dla niego jest tylko kroplą w morzu, niemniej jest ona kroplą, która przyczynia się do przywrócenia równowagi miedzy firmami na brytyjskim rynku telekomunikacyjnym.  

Moja awersja do zmian wiądących ku monopolizacji rynków produktów i usług oraz naturalna chęć walki z tym zjawiskiem objawia się także w innych sytuacjach.    

Na przykład, im więcej napotykam reklam w telewizji czy internecie, tym większą mam ochotę na kompletne zaprzestanie kupowania nowych produktów. Jakiś czas, temu będąc na nieco ponad miesiąc w Polsce, postanowiłem, w nieco zmodyfikowanej wersji, wprowazić tę ideę w życie. Jeżeli już kupowałem nową rzecz, to w pierwszej kolejności upewniałem się, że jest ona wyprodukowany w naszym kraju i przez firmę należącą do polskiego przedsiębiorcy bez zagranicznego właściciela. Niestety, bardzo szybko okazało się, że większość produktów, których potrzebowałem, zwłaszcza tych bardziej technicznie zaawansowanych, począwszy od wielorazowej maszynki do golenia, a skończywszy na gitarze elektrycznej, z logo polskiego producenta nie mogłem dostać. Byłem na taki rozwój wypadków przygotowany. Alternatywą stał się zakup prduktów pochodzących z zagrnicy, ale nie nowych, tylko używanych.

Czasem zdarza się, że lokalny rynek dla danej usługi, zwłaszcza w małym mieście, jest zdominowany przez jedną lub kilka firm, które niemal jak jeden mąż oferują te same ceny. Co wówczas? Moje podejście w tym temacie jest takie, że gdzie mogę, korzystam z pomocy osoby samozatrudnionej lub małego, lokalnego przedsiębiorcy. Czasem udaje mi się nawet nabyć pomoc od osoby prywatnej.

Podobnie rzecz ma się z produkatami. Odkąd pamiętam, zawsze wolałem nabyć kilkogram śliwek, czy słoik miodu od prywatnego sprzedawcy na straganie obok supermarketu, niż na stoisku w tym ostatnim, nawet jeżeli cena w sklepie była niższa.

Obecność drobnych przedsiębiorców w lokalnej gospodarce daje możliwość wyboru gdzie, u kogo i za ile nabędę produkty. Ich regularne wspomaganie przyczynia się do utrzymania wyższego poziomu konkurencji na rynku. Są to rzeczy, które w moim przekonaniu warto mieć na uwadze wybierając sprzedawcę.

Pomimo że moje codzienne decyzje zakupowe mają tylko minimalny wpływ na ogólny wygląd lokalnych rynków i tego jak kształtują się na nich ceny, satysfakcja ze zrobienia czegoś dokładnie przeciwnego do tego, o co agitują w ich reklamowych sloganach opłaceni za pieniądze liderów rynku ich sułtani sprzedaży daje mi dużą satysfakcję i poczucie dobrze spełnionego konsumenckiego obowiązku.       

Walka z próbami monopolizacji rynków w kapitalizmie jest trudna, niemniej jest ona możliwa i powinna rozpocząć się na długo zanim monopol stanie się rynkową rzeczywistością. W tej walce, każdy, nawet ten najmniejszy zakup ma znaczenie, a każda złotówka wydana na wsparcie konkurencyjności na rynku to dobrze zainwestowany kapitał.


Podobna tematyka


Przeglądaj: O ekonomii


Polecane


Przerwa na reklamę, czyli refleksja o głównym punkcie programu

O tym, że Polacy wystawiani są na ciężką próbę w zakresie liczby reklam przez nadawców telewizji w naszym kraju.

Necorophobic, Google i mop od Viledy, czyli dożywotnia czarna lista korporacji

Miarka się przebrała, czyli korporacje, które zaśmiecają mi zawartość w internecie z pomocą Google znajdą się dożywotnio na mojej czarnej liście zakupowej.

Pracownicza inercja w kontekście kryzysowego zaciskania pasa w brytyjskich firmach

O tym, że gdy warunki pracy stają się nie do przyjęcia, zamiast zgadzać się na kolejne ustępstwa, pracownik powinien zacząć szukać lepszej pracy.

Coś musi być w wodzie, czyli refleksja o krainie ścieków zwanej Wielką Brytanią

Wydaje się, że im bardziej pogarsza się chemiczny i biologiczny stan rzek w Wielkiej Brytanii tym mniej o tym temacie słychać, a szkoda, bo problem jest poważny i ma negatywne skutki dla niemal całej populacji Wysp Brytyjskich.

Potężny sukces, czyli dobry sprzedawca musi mieć w sobie coś z psychologa

Transakcja ma większe szanse powodzenia, kiedy potencjalny kupujący zostanie wprowadzony w dobry nastrój za pomocą pozytywnych wieści.

Zgoda na Politykę plików cookies.
Szczegóły