Sylwester Wojnowski - Refleksje o Rzeczywistości

Oni wciąż grają to samo, czyli refleksja o subiektywnej racji bytu muzycznie stabilnego zespołu - Niecodziennik - Sylwester Wojnowski - Refleksje o Rzeczywistości

Niecodziennik / Wpis

O muzyce


Oni wciąż grają to samo, czyli refleksja o subiektywnej racji bytu muzycznie stabilnego zespołu

Sylwester Wojnowski


Dodano: 2024-01-22 22:33:40

O tym, że to czy zespół muzyczny przetrwa próbę czasu w dużym stopniu zależy od tego na ile nasz gust muzyczny zmienił się w międzyczasie.

Czy jeden brytyjski zespół muzyczny, który rozpoczął karierę w latach 70-tych poprzedniego stulecia, największy komercyjny i muzyczny sukces odniósł w latach 90-tych, a dziś wciąż gra niemal tę samą muzykę jak na początku i przez poprzednie dziesięciolecia działalności, wciąż ma rację bytu z jego ofertą klikadziesiąt lat od debiutu.

Zespoły muzyczne to żyjące twory, biologiczne systemy, które przetwarzają ludzką kreatywność i wizje w gamę fal dzwiękowych mających na celu wywołać pewne (idealnie komercyjnie pozytwyne) emocje u słuchającego. Sam fakt, że głównym komponentem takiego zespołu są ludzie, w znacznym stopniu decyduje o jego niestabilności. A jednak, niktóre z tych grupowych przedsięwzięć, zwłaszcza takie, które posiadają silnego, charyzmatycznego (upartego i autystycznego ?) lidera z wyraźną wizją celu, pozostają stabilne w ich przekazie przez dziesiątki lat, podczas gdy inne przez niemal całą karierę i muzyczne produkcje dryfują, często w nieznane, po drodze notując komercyjne wzloty i upadki oraz mieszane, od zachwytów po zniechęcenie, bezradność i odrzucenie, reakcje fanów. Te stabilne grupy, wydaje się, że zostały powołane do życia w konkretnym celu i są rezultatem pewnej precyzyjnej wizji.

Te wędrujące są jak zabłąkane okręty na wyprawach, której celu nie zna nawet ich kapitanowi. Wydając płyty, muzycznie wędrują one od przystanku do przystanku, za każdym razem z nadzieją, że to właśnie ten, na którym się znalazły, będzie ziemią obiecaną, która zmieni ich dotychczasowe położenie i wreszcie przyniesie sławę i pieniądze. Czasem tak się dzieje, bo eksperymentowanie, zwłaszcza z uwzględnieniem odpowiedzi od fanów i implementacją ich uwag przy kolejnej próbie, jak w innych dziedzinach życia, często popłaca. Innym razem nie, bo sukces, to w wielu przypadkach wynik wielu nieudanych eksperymentów, po których, przy odrobinie szczęścia i pewnie nie tylko, następuje odkrycie do którego wiele z tych zespołów niestety nigdy nie dotrze. Ocean jest wielki, a bez mapy i celu tylko nieliczni dobiją żywi do lądu. Większość zbuntuje się i opuści statek zanim zabraknie środków do życia i nadziei, że wyprawa właściwie ma jakiś komercyjny sens.

Wracjąc jednak do problemu. Czy coś co było dla nas muzycznym odkryciem, wciąż takim pozostaje 50 lat, później? Coż, wiele zależy od tego, czy sami jesteśmy muzycznymi wędrowcami, czy może te kilkadziesiąt lat temu napotkaliśmy coś co nam samym grało w duszy w idealny sposób. Jeżeli sami wciąż poszukujemy tego czegoś co muzyka powinna dla nas mieć, a trafimy na zespół, który od lat gra to samo i jakoś nie do końca od samego początku nam ten produkt pasowuje, szybko staje się jasnym, że powinniśmy szukać kolejnego, bliższego naszemu muzycznemu gustowi. Idałem byłoby coś co gra nam w duszy i przez dziesięciolecia się nie zmienia, lub zmienia bardzo niewiele.

Z drugiej strony, jeżeli znaleźliśmy taki właśnie stabilny zespół muzyczny, który idealnie i niemal za każdym razem, kiedy wydaje nową płytę, trafia w nasze poczucie muzycznej estetyki, czy wciąż powinniśmy szukać? Szansę są spore, że jeżeli będziemy kontynuować, trafimy na coś nawet bliższego naszemu gustowi. Z drugiej strony, mając pewne zakotwiczenie co do tego czego chcemy, większość z nowych propozycji okaże się mniej lub bardziej wybrakowana. W rezultacie relacja również nie przetrwa próby czasu.

Tak naprawdę to czy zespół, który przez kilkadziesiąt lat gra podobną muzykę ma dla nas taką samą rację bytu dziś jak miał kiedy byliśmy znacznie młodsi, zależy nie tylko od zespołu, ale także od nas, oraz tego, czy wciąż mamy ochotę wędrować w poszukiwaniu czegoś bliższego naszym gustom. Idealną sytuacją jest ta, kiedy wcześnie w życiu trafiamy na coś co wydaje się brzmieć i dotykać naszej "duszy" w niemal klinicznie precyzyjny sposób, a potem trwać przez wiele lat i nowych wydawnictw. Takie dopasowanie daje pewego rodzaju punkt odniesienia w muzycznym oceanie nowych nagrań na przyszłość.

W innym, krańcowo odmiennym przypadku, nasze muzyczny gust nie jest zakotwiczony. Jesteśmy jak wędrowcy bez celu. Często zdarza się, że nie wiedząc gdzie zmierzamy, dajemy się porwać muzycznym eksperymentom zespołu, który również nie wie co jest jego celem poza może eksperymentowanie w nadziei, że ten jeden hit, lub to jedno wydawnictwo,  przyniesie sławę i pieniądze. Trafił wędrowiec na wędrowców. Czasem taki eksperyment działa i zakotwicza nas w pewnej estetyce. Innym razem musimy czekać do następnego wydawnictwa w nadziei, że nowa odsłona zbliży nas do tego co chcielibyśmy usłyszeć.

Innymi słowy, jak w wielu podobnych związkach, sporo zależy od stabilności w czasie, zarówno jednej jak i drugiej strony, oraz przede wszystkim, od tego, czy początek relacji był tym czego potrzebujemy w dłuższej perspektywie czasu, czy może tylko chwilowym wybrykiem jednej ze stron, skokiem w bok, który, pomimo, że przyjemny, miał swój czas i nie chce się, lub po prostu nie warto, już do niego wracać. Nie jeden z nas chciał wziąć udział w maratonie, po którego przebiegnięciu nie chciał już nigdy powtórzyć.

Niewątpliwe znaczenie, zwłaszcza dla tego co zespół produkuje ma także wczesny komercyjny sukces. W ostatecznym rozrachunku grupy muzyczne to, zwłaszcza w dłuższej perspektywnie,  dostarczające rozrywki firma nastawione na zysk. Produkt, który się podoba małej liczbie ludzie, ale ostatecznie nie odniosł rynkowego sukcesu, może nie zostać, bardzo prawdopodobne że nie będzie, powtórzony w przyszłości.

Jeżeli mamy niekomercyjny gust muzyczny, najprawdopodobniej czegoś co przydarzyło się zespołowi muzycznemu i czego on już nigdy nie powtórzył, będziemy musieli szukać gdzieś indziej. Relacja została zerwana, bo nie miała ona komercyjnej racji bytu, pomimo, że była miłym eksperymentem i może nawet była przyjemna dla jednej, a nawet obu stron. Jak po skoku w bok, pozostały wspomnienia, które nawet można odswieżyć po 50-u latch, aby sprawdzić czy wciąż wywołują w nas te same, silne uczucia. Ostatecznie muzyka to język emocji, nostalgii, która nie zapisują tego co było złe. Cyfrowy zapis sprawia, że dziś nawet 50-latki brzmią dokładnie tak jak nowe sztuki i wciąż mogą dać tę przyjemność jaką sprawiły przy pierszym ... przesłuchaniu. Czy ten staroć w nowej odsłonie ma więc rację bytu po dziesięcioleciach? Jak pokazuje powyższe, jest to nieco skomplikowane, niemniej, jeżeli pierwszy raz był w porządku, a nasz muzyczny gust nie zmienił się, aż tak bardzo przez dziesięciolecia, jest dobra szansa, że stary zespół z nowym starym przekazem wciąż okaże się warty zainwestowanego weń czasu. Pewne produkty, w tym dobra muzyka, potrafią przetrwać próbę czasu. Ta próba bardzo często ma miejsce w naszych głowach.


Podobna tematyka


Przeglądaj: O muzyce


Polecane


Potężny sukces, czyli dobry sprzedawca musi mieć w sobie coś z psychologa

Transakcja ma większe szanse powodzenia, kiedy potencjalny kupujący zostanie wprowadzony w dobry nastrój za pomocą pozytywnych wieści.

Odbiór informacji tylko jednym zmysłem ma swoje zalety

Refleksja o zmysłach i skupieniu się na tym co najważniejsze w odbieranej nimi informacji.

Zgoda na Politykę plików cookies.
Szczegóły